Szkoda że nie dane jej było doczekać naszych czasów. Czasów Andrzejów Lepperów, braci Kaczyńskich, Romanów Giertychów – miałaby milion tematów do swoich książek. Od zawsze wykpiwała głupotę i kołtuństwo. Podejrzewam, że w IV Rzeczpospolitej nie nadążałaby z realizacją zamówień.
Obecne – najczęściej w swoim mniemaniu wybitne – satyryczki nie mają nawet namiastki jej ostrego pióra! A szkoda, może panowie politycy, jakby przeczytali o sobie książkę, trochę by zmądrzeli lub przestali wygadywać farmazony z sejmowej mównicy…
Hanka Bielicka:
Nie mogę powiedzieć, że znałam Magdalenę Samozwaniec. Kochałam poezję jej starszej siostry. W „Syrenie” czytałam z Ireną Kwiatkowską „Na ustach grzechu”. Ceniła autorkę za cięty język i zazdrościłam, że ona może sobie na pewnie komentarze pozwolić… była bezkarna w swoich sądach i poglądach. Nikt też nie chciał z nią walczyć… Za nią stała przecież tradycja: Wojciech Kossak, Pawlikowska-Jasnorzewska. Można powiedzieć, że już za życia była legendą. Pamiętam jej komentarz na temat mojej osoby. W pewnej audycji radiowej powiedziała: - Pani Bielicka jest jak zepsute radio nastawione na maksymalną fonię, którego nie można wyłączyć ani ściszyć… - Był to żart, i szczerze mówiąc, dopiero teraz do zrozumiałam, ale wówczas, jako młoda i – we własnym mniemaniu – znakomicie zapowiadająca się aktorka, poczułam się urażona. Odcięłam się w tym samym radio kilka dni później, mówiąc, że może ja jestem jak zepsute radio, ale trzeba posłuchać samej pisarki, jak potrafi się kłócić na targowisku z innymi babami o tandetny sweterek z importu. Przesadziłam… Teraz to wiem, ale wtedy uważałam, że robię dobrze… Podejrzewam, że ktoś doniósł jej o moim niezadowoleniu, bo kilka dni później w „Syrenie” w portierni czekał na mnie piękny bukiet „przeprosi nowych” – jak było napisane na dołączonym bileciku – kwiatów. Nie miałam na tyle taktu, żeby zrewanżować się tym samym… Niestety, człowiek uczy się całe życie…
Pani Samozwaniec była żartownisią, ale na pewno nie chciała nigdy nikomu zaszkodzić ani nikogo obrazić. Tylko tak się jej coś niefortunnie powiedziało… Miała klasę. Ale czasem nie potrafiła być dyplomatką… Bardzo kochała starszą siostrę. Często – przy różnych okazjach – cytowała fragmenty jej wierszy. Najbardziej ukochała sobie piękny czterowiersz, który dzisiaj mnie także jest bardzo bliski, tytułu niestety już nie pamiętam…
Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
Czyjeś ciało i ziemię całą,
A zostanie tylko fotografia,
to – to jest bardzo mało…
(fragment z książki Rafała Podrazy „Magdalena, córka Kossaka”, PIW 2007)
Dodane przez majestro dnia lipiec 30 2010 08:16:49 | 0 Komentarzy ˇ 102 Czytań -  |
|